Tak nas kuszą sklepy

W grudniu wydaliśmy niezliczone sumy pieniędzy na Mikołaja, święta Bożego Narodzenia. Jednak sklepom jest mało i już 27 grudnia zaraz po świętach rozpoczynają pierwsze wyprzedaże. Na początek w wysokości 30%, 50%.

Następnie w styczniu kuszą nas już przez duże „S”. Nie jesteśmy w stanie przejść 100 metrów, żeby nie zobaczyć na witrynach, wystawach sklepowych napisów „sale” 50%, „sale” 70%. Napisy te są czasami tak duże, że zajmują całą wystawę, a nie często są jedynymi elementami wystawy.
Prawie zawsze napisy „sale” są prezentowane na tłach ciepłych kolorów. Oczywiście jest to zamierzony zabieg. Ponieważ jak twierdzą Falkowski i Tyszka w swojej książce „Psychologia zachowań konsumenckich” ciepłe kolory oznaczeń mogą przyspieszyć proces kupowania.
Jednak odpowiednie wystawy to nie jedyne zabiegi marketingowe, jakie sklepy podejmują w okresie wyprzedaży.
Ilokrotnie wyciągamy ze swoich skrzynek pocztowych gazetki sieciowych sklepów z niezliczoną ilością produktów dostępnych na promocji. Te same gazetki otrzymujemy również w dziennikach, tygodnikach, a nawet miesięcznikach.
Ile razy zdarzyło się, że kupując coś w sklepie podczas wyprzedaży usłyszeliśmy, że jeżeli wyda Pan/i u nas 150 pln to otrzyma Pan/i kartę stałego klienta, która uprawnia do 10% zniżek przez cały rok. Słysząc tą propozycję często decydujemy dołożyć jeszcze jedną rzecz do swojego koszyka.
Wtedy jednak nie zastanawiamy się ile razy w ciągu roku faktycznie skorzystamy z tej karty. Często się okazuje, że chcemy z niej skorzystamy dopiero podczas kolejnej wyprzedaży. Jednakże rabaty nie łączą się ze sobą.
W końcu do szału zakupowego zachęcają nas media. Ile razy widzieliśmy w materiałach informacyjnych relacje z największych wyprzedaży w Londynie czy w Nowym Yorku? Podczas tych relacji bardzo często pojawią się wypowiedzi rzeczników prasowych lub dyrektorów ds. marketingu sieci handlowych działających w Polsce.
wyprzedaz sklepy marketingA w marcu będziemy się zastanawiać po co to kupiliśmy.